Jolanta Drużyńska
Recenzja "Opowieści o zwyczajnym szaleństwie"
www.radiokrakow.pl

                      Bohaterowie Zelenki są nieporadni życiowo, emocjonalnie, to samotni nieudacznicy, którzy do celu podążają absurdalną ścieżką. Główny bohater 35 letni, Piotr, uwiarygodniony przez wcielającego się z empatią w jego postać Andrzeja Bieniasa, by odzyskać ukochaną, będzie palić kosmyki jej włosów, w jakimś magicznym indiańskim obrzędzie, który ma w tym pomoc. Jego była dziewczyna Jana, w tej roli odpowiednio powściągliwa w aktorskich środkach Adrianna Jerzmanowska, by znaleźć tego jedynego będzie nagabywać przechodzących obok budki telefonicznej mężczyzn, którzy nawiązują kontakt zaintrygowani dzwoniącym niespodziewanie telefonem w budce. Przyjaciel Piotra, Mucha w wykonaniu, nie wpadającego w pułapkę przerysowania groteskowej postaci, Dominika Piejko, nie potrafiąc nawiązać udanych relacji z kobietą, będzie próbował ją zastąpić domowymi urządzeniami: odkurzaczem, umywalką a w końcu kupi sobie manekina. (...)

            I jest wreszcie postać łącząca światy bohaterów, czasami bardziej, czasami mniej ingerująca w te światy spersonifikowana 'inspiracja” - szaleństwo, w zakopiańskiej inscenizacji mistrzowsko łącząca role manekina, wyimaginowanej kobiety i gadającego koca. Postać kreowana przez Michała Barczaka aktora – tancerza, przez parę lat związanego z baletem Teatru Wielkiego w Łodzi dodaje roli i spektaklowi interesującej tajemniczości i magiczności a w relacjach z męskimi bohaterami sztuki, dwuznaczności.

             Sztuka Zelenki, jedna z najlepszych jakie w ostatnich latach powstały w Czechach jest smutną opowieścią o braku miłości i tęsknocie za nią, o ludziach zagubionych, samotnych podana w formie atrakcyjnej tragikomedi, ale wymagającej dobrego aktorstwa i reżyserskiej pomysłowości. Bohaterowie pozbawieni dystansu do własnych zachowań, lęków, pożądań są wdzięcznym dla widzów obiektem zabawy. Lekkie błyskotliwe dialogi, Zelneki przemycające jednak ważne i poważne treści wyśmienicie wygrane przez aktorów teatru Witkacego bawią do łez choć warto pamiętać o gogolowskim przesłaniu „z samych siebie się śmiejecie”.

             Spektakl wyreżyserowała Agata Biziuk, ceniona reżyserka i dramatopisarka młodego pokolenia. Mając do dyspozycji świetny aktorski zespół i doskonały dramaturgicznie tekst potrafiła zgrabnie połączyć ich w całość. Nie brak więc w zakopiańskiej inscenizacji udanych reżyserko inscenizacyjnych pomysłów.  Podoba się realistyczno magiczno oniryczne przenikanie światów połączone spersonifikowaną „inspiracją”(...)
Teatr Witkacego Scena A.Bazakbala-Kawiarnia Teatru  Premiera- 8 sierpnia 2015 r.


 

Maciej Pinkwart - Szaleństwo i metoda
(Tekst napisany dla portalu "Nie tylko Zakopane")

                 Po Szekspirze opisywanie szaleńców jest dla dramaturgów nie lada wyzwaniem. Ale wariaci w teatrze wciąż powracają, bo publiczność to lubi, tak jak lubi śmiać się z pijanych, garbatych, jąkałów, nieszczęśliwie zakochanych, zboczeńców i polityków. Być może też tematyka jest tak popularna, bo nieustannie konstatujemy, że od normalności do szaleństwa jest w zasadzie tylko mały kroczek, a życie w naszych domach tak na co dzień niewiele różni się od życia w domu wariatów. To, oczywiście, banał. Ale zapewne normalny, w teatrze, noszącym imię autora Wariata i zakonnicy, nazywanego też Wariatem z Krupówek.
                
Bohaterami są tzw. zwyczajni ludzie, którzy mogliby być sąsiadami każdego z nas. Ojciec (Krzysztof Łakomik) jest emerytowanym lektorem komunistycznych kronik filmowych, którego charakterystyczny głos rozpoznają ludzie nawet po latach. Czyli wypisz-wymaluj: Andrzej Łapicki. Ale czeski lektor jest nieśmiały, wycofany, stroniący od kontaktów z ludźmi, nie stroniący za to od piwa. Matka (Jaga Siemaszko) uważa prostrację męża za objaw chorobowy, wmawiając mu Alzheimera, demencję starczą, a nawet chorobę Parkinsona. Sama jest nadaktywna, interesuje się chorobliwie polityką zwłaszcza w aspektach międzynarodowych, zbiera na ten temat wycinki prasowe i całymi stertami przesyła 35-letniemu synowi. (...) Piotr przyjaźni się ze sfrustrowanym Muchą (Dominik Piejko), który nie mogąc znaleźć stałej partnerki, zaspokaja swoje potrzeby z osiedlową sprzątaczką Anną czy sklepowym manekinem Ewą (Michał Barczak), a także przy pomocy rozmaitych technicznych gadżetów. Po sąsiedzku z Piotrem mieszka młoda para poniekąd artystyczna. (...) Sprawa nieco przyspiesza w momencie, gdy Ojciec przypadkowo poznaje młodą i dość zwariowaną rzeźbiarkę Sylwię (Joanna Banasik), która nie kojarzy co prawda jego głosu z socjalistycznymi nostalgiami, ale uświadamia starszemu panu, że życie w każdym wieku i w każdej sytuacji może dawać satysfakcję.

                 Gra aktorska w większości doskonała i trudno by było znaleźć kogoś, kto zagrał źle. Takich aktorów zresztą w „Witkacym” nie ma. Może największe wrażenie robi Krzysztof Łakomik jako Ojciec i Jaga Siemaszko jako Matka. Rewelacyjny był „nowy nabytek” (2015) Teatru Witkacego Michał Barczak, grający niemal witkacowskiego kobietona, świetnie wyglądający, doskonale ucharakteryzowany i demonstrujący znakomite umiejętności baletowe, zresztą zgodnie ze swoim wykształceniem i poprzednią profesją (poznańska Ogólnokształcąca Szkoła Baletowa, PWSFTT w Łodzi, 3 lata w Teatrze Wielkim w Łodzi jako tancerz baletu). Andrzej Bienias jako Piotr był idealnym odwzorowaniem człowieka absolutnie normalnego, który na skutek zbiegu niesprzyjających okoliczności zachowuje się jak wariat, by móc powrócić do normalności. Zresztą szaleństwo – rozumiane jako autentyczność emocji – zjednuje mu miłość Jany.(...)
Tak czy inaczej, mimo paru mankamentów, uważam spektakl za interesujący i Opowieściom o zwyczajnym szaleństwie wróżę w zakopiańskim teatrze wielkie powodzenie.